Strona główna -> Wiadomości -> Działalność Zespołu -> Rekolekcje Letnie -> Rekolekcje 2010 Złoczów (Ukraina)

 

Złoczów (Ukraina), 26-31 lipca 2010.

W dniach 26-31 lipca 2010 roku w ośrodku „Sokił”, parafia Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Złoczowie na Ukrainie, odbyły się rekolekcje na temat modlitwy przeprowadzone przez Zespół Misyjny „Wschód”. Złoczów położony jest 65 km na wschód od Lwowa. Rekolekcje takie odbyły się tam po raz pierwszy. Skład grupy wyjazdowej: o. Piotr Grześkiewicz CSsR, br. Tomasz Gil, br. Rafał Nowak, Renata Niedziela, Bronisława Bober, Iwona Stasiowska, Magdalena Gawryał oraz Wiesław Bobowski. Animatorzy miejscowi: Maria, Maria i Edward. Uczestnicy: 21 dzieci w wieku od 7 do 15 lat.

 2010-07-26  poniedziałek

Na miejsce zajechaliśmy „odrobinę” później niż było to przewidywane. Jedną z przyczyn była rezygnacja z przejścia granicznego w Medyce, ale okazało się, że gdzie indziej wcale nie było mniejszej kolejki.  Nie łatwo tak koło północy odnaleźć w obcym mieście właściwe miejsce docelowe. Kiedy jednak stanęła przed nami perspektywa noclegu na siedząco w busie, ruszyła do boju nasza Bronisława. Choć kościół, który najpierw odnaleźliśmy okazał się zaadaptowany na cerkiew, w końcu dotarliśmy z napotkanymi na ulicy miejscowymi chłopcami na miejsce właściwe. Ksiądz Andrzej otworzył nam drzwi plebanii i serce. Jednak żeńską część ekipy wywiózł w środku nocy do domu zaprzyjaźnionej rodziny, gdzie zaspani gospodarze z uśmiechem na ustach wskazali nam miejsce noclegowe.
   O 9 rano już w komplecie spotkaliśmy się z dziećmi i ich rodzicami na Mszy św. w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.  Po wyjściu kościoła zapakowaliśmy dzieci do autobusu a swoje skromne osoby do busa i ruszyliśmy do lasu, czyli do oddalonego o kilka kilometrów od Złoczowa obozu „Sokił” obok miejscowości Sasów (Sasiw).

Miłą dla nas niespodzianką była obecność trojga młodziutkich animatorów, których nam polecił do pomocy ks. proboszcz.  Dwie Mariczki (czarna i biała, ze względu na kolor włosów) i Edek bardzo nam ułatwili komunikację z dziećmi wobec bariery językowej.  Zajęli się również uczestnikami rekolekcji od strony opiekuńczo-wychowawczej. Przez wszystkie dni w domkach zajmowanych przez dzieci panował doskonały porządek , nawet podłoga była każdego dnia starannie zmieciona i wymyta, a dzieci były naprawdę grzeczne.

W samym obozie przywitała nas pani kierownik- Irina. Wskazała nam nie tylko miejsca naszego doczesnego spoczynku, ale również toalety, umywalnie i przyszynce. Wszystkie owe przybytki znajdowały się w malowniczym otoczeniu drzew i leśnych kwiatów.

Pierwszy dzień upłynął nam na penetracji terenu, rozpakowywaniu i oczywiście na wzajemnym poznawaniu się podczas zabaw integracyjnych. Prawdziwy renesans, ku zaskoczeniu samej pomysłodawczyni Bronisławy, przeżyła stara jak świat zabawa w „Mam chusteczkę haftowaną”. Uściski i całusy przełamały nieufność i nieśmiałość lepiej niż jakiekolwiek słowa.  Jednym z pierwszych zadań jakie otrzymały dzieci, jak zazwyczaj, było wykonanie identyfikatorów.

Niesamowitym dla nas, przybyszów, przeżyciem było nasze uczestnictwo w wieczornym apelu. Dodać tu trzeba, że ,poza naszą grupą, w obozie znajdowało się jeszcze około setki dzieci i młodzieży z domu dziecka lub z uboższych rodzin. Każda z czterech grup musiała złożyć raport o stanie pani kierownik, a ta na koniec zameldowała to dyrektorowi ośrodka. Po meldunkach przedstawiciele grup (z naszej był animator Edek) wciągnęli na maszt flagę i uroczyście odśpiewano hymn Ukrainy.

Po apelu zostaliśmy zaproszeni do świetlicy na wieczorny „koncert”. Było to właściwie przedstawienie o królewnie i rozbójnikach urozmaicone piosenkami. Rozbójnicy w finale trafili do ośrodka „Sokił” , zaczęli się myć i zostali porządnymi obywatelami. Narratorem była sama pani kierownik, która również śpiewała i tańczyła.

Pełni wrażeń, już w obrębie własnej grupki, podziękowaliśmy Bogu za przeżyty dzień i udaliśmy się na spoczynek.

 

27-08-2010  wtorek

 

Poranek przywitał nas chłodem i pochmurnym niebem. Zebraliśmy się jednak w gronie animatorów, by uwielbiać Boga psalmami z liturgii godzin.  Potem zwołaliśmy dzieci i zaczęła się poranna gimnastyka. Maruderów właściwie nie było, bo dzieci naprawdę poszły szybko spać  poprzedniego dnia. Po solidnej rozgrzewce podziękowaliśmy Panu Bogu za spokojną noc i poprosiliśmy o jeszcze J

Po śniadaniu szanowna komisja udała się na sprawdzanie porządków w trzech domkach. Tu przyznać trzeba, że nie tylko o tej zapowiedzianej godzinie, ale cały czas domki dzieci były utrzymane w należytej czystości.  Niemała w tym zasługa animatorów miejscowych, którzy tego pilnowali. Po kilku dniach okazało się, iż nasze domki są również oceniane przez „ogólno obozową” komisję. Także w tym rankingu nasze dzieci otrzymały każdego dnia najwyższe noty!

Udaliśmy się na świetlicę, gdzie, po krótkim rozśpiewaniu, Renia wygłosiła konferencję na temat modlitwy prośby, wyjaśniając we wstępie czym jest modlitwa i jakie mogą być jej rodzaje.

Na obiad poszliśmy jak zwykle do jadalni. Po uprzednim, obowiązkowym myciu rąk, w przeciwieństwie do pozostałych grup, zasiadaliśmy do jedzenia dopiero po odmówieniu lub odśpiewaniu modlitwy. Nie uszło to uwadze pozostałych dzieci.

Ponieważ rozpadało się, a my nie zawsze mieliśmy dostęp do świetlicy, busem wyjechaliśmy do Złoczowa. Na tamtejszej plebanii dzieci obejrzały na sporym ekranie, w oryginalnej wersji językowej, radziecki film komediowy i nieśmiertelnego „Wilka i zająca”. Okazało się, że ta kreskówka nadal śmieszy! Dla mniej zapalonych kinomanów była możliwość wyjścia pod opieką do „magazynu” lub odtańczenia na dużym korytarzu hitu sezonu: „Mam chusteczkę haftowaną” i innych tańców pod kierunkiem Broni.

Wieczorem przeszliśmy do pięknego kościoła na Mszę świętą. Obie Mariczki zajęły się oprawą muzyczną. Zaś po odczytaniu Ewangelii o uzdrowieniu niewidomego Bartymeusza, ojciec Piotr wybrał Edka i kilkoro dzieci, aby przedstawić do niej krótką scenkę u stóp ołtarza.

Po Mszy świętej wróciliśmy busem na kolację. Planowaliśmy wrócić pieszo te 8 km, ale ciągle nie pozwalała na to pogoda.  Później, wobec ciągle zajętej świetlicy, zorganizowaliśmy pogodny wieczór w jadalni. Zaczął się też śmiesznie, gdy Iwona, chcąc zapalić światło, zadzwoniła dzwonkiem słyszalnym w całym ośrodku, wzywającym zwykle na posiłek. Na szczęście nikt nie przybiegł… Po zabawie przeplatanej śpiewem, stanęliśmy do wspólnej modlitwy, by z nią na ustach zakończyć kolejny dzień.

28.07.2010  środa

Po jutrzni dla animatorów przyszła pora na rozgrzewkę – dla wszystkich. Prowadziła ją Bronisława, co należy podkreślić, gdyż, w dość niekonwencjonalny sposób, wprowadziła nas pani doktor w tajniki samoobrony dla początkujących. Nauczyła nas postawy ciała, która chroni głowę przed nagłym ciosem. Jednak nie obyło się bez ofiar… Nasz kierowca, pan Wiesław (dla dzieci pan Wieś), nie utrzymał równowagi na śliskim asfalcie, wskutek czego porządnie obił sobie łokieć i kolano. Natychmiast udzielona pomoc lekarska, opatrunek i dobre słowo przyniosły ulgę poszkodowanemu. Jakby w nagrodę za ów dobry uczynek, zza ciężkich chmur zaczęło się do nas wyzierać słoneczko. Dlatego nawet zupkę mleczną z kluseczkami wszyscy zjedli z apetytem. Ponieważ nie udało się nam zdobyć klucza do świetlicy, konferencja brata Tomasza została przeniesiona do domku dziewczynek. Magda, która przyszła ostatnia, zgarnęła po drodze kilku chłopców, którzy po jej reprymendzie za spóźnienie weszli za nią potulnie do naszego domku. Wówczas to okazało się, że zagarnęła cudze dzieci! Kidnaping, czy też gorliwość apostolska? J

Brat Tomasz po wstępie na temat modlitwy przebłagalnej powierzył wszystkim zadanie wykonania laurek z przeprosinami. Sporą gorliwością w pracach ręcznych wykazali się animatorzy, zwłaszcza ojciec Piotr. Powstało wiele niepowtarzalnych, wykorzystujących różne techniki i materiały pięknych prac. Zaplanowany konkurs został wobec nierozstrzygnięty. Wygrały laurki wybrane losowo. W chwili, gdy powstawały owe dzieła, niespodziewaną wizyt(acj)ą zaszczyciły nas trzy siostry sercanki ze Złoczowa. Chętnie z nami pośpiewały, a potem dwie z nich dały się namówić na kawusię, a trzecia, najmłodsza, poszła ogrywać nasze dzieci w „ziemniaka”. Siostry opuściły nas przed obiadem. My zaś, po posiłku i odpoczynku, ruszyliśmy busem również do Złoczowa.

W kościele o. Piotr poprowadził adorację, a następnie dzieci otrzymały możliwość skorzystania z sakramentu spowiedzi, z czego większość skorzystała. Podczas Mszy świętej, w momencie ofiarowania wszyscy złożyli swoje laurki u stóp ołtarza w uroczystej procesji. Po podwieczorku na plebanii, Bronia z Magdą i dziećmi przygotowały scenkę do Ewangelii o miłosiernym Samarytaninie. Świetlica na plebanii posiada scenę z kurtyną i oświetleniem, dlatego efekt był, jak w prawdziwym teatrze.

Po przyjeździe do Złoczowa kolacji, pogodnym wieczorze i wspólnej modlitwie, udaliśmy się na zasłużony odpoczynek w ośrodku „Sokił”.

 

29-07-2010 czwartek

Nastał wieczór i poranek – dzień czwarty naszych rekolekcji. Dzień ten, poświęcony dziękczynieniu, również rozpoczęliśmy jutrznią, rozgrzewką i modlitwą poranną z dziećmi. Po śniadaniu udaliśmy się na świetlicę, gdzie swoją konferencję wygłosiła Magda. Kontynuując temat, Bronia zachwyciła wszystkich organizując „poszukiwanie skarbu”. Zanim jednak każda z czterech grup otrzymała mapę, musiała zdobyć cztery jej części w niełatwych konkurencjach. Po skompletowaniu swojej mapy, grupy i tak nie od razu od razu odnalazły skarb. A wszystko to w biegu i w śmiechu.  Skarb odnalazła jedna z grup pomiędzy prysznicami a niedziałającym punktem medycznym. W owiniętej złotą folią skrzynce znajdowało się lusterko, a tam napis: „To ty bożyj skarb”.

Wieczorem zawiadomiliśmy zdumioną panią Irenkę o odnalezieniu skarbu na terenie ośrodka. Jak wynika z relacji naocznych świadków, po zajrzeniu do skrzynki łagodnie się uśmiechnęła. Punkt dla nas! A raczej dla Boga! J

Po wyczerpujących zadaniach i poszukiwaniach udaliśmy się na świetlicę, gdzie wcześniej bracia przygotowali prowizoryczny ołtarz. Ponieważ obok znajdowała się z sala ze stołem tenisowym, chłopcy co chwilę stawali przy wejściu i przysłuchiwali się, przyglądali obrzędom Mszy świętej. Nie chcieli wejść, ale w ich oczach kryło się zaciekawienie, zainteresowanie.

Po pysznym obiadku udaliśmy się busem nie do Złoczowa, lecz w przeciwnym kierunku – do Podhorców. Tam zwiedziliśmy zamek należący niegdyś do Jakuba Sobieskiego. Przy okazji na przydrożnych straganach mona było zakupić pamiątki. Zamek znajduje się obecnie w remoncie, jest dostępna do zwiedzania tylko jedna sala, lecz z murów rozciągają się naprawdę malownicze widoki.

Po powrocie z wyprawy poszliśmy do lasu na ognisko. Ponieważ w całym Złoczowie nie udało nam się zdobyć kiełbasek, dzieci przy ognisku otrzymały po kawałku arbuza! Było jednak wesoło, ze śpiewem i sesją zdjęciową, podczas której dzieciaki uwieczniły naprawdę wymyślne miny i pozy. Na koniec, jak co wieczór, pomodliliśmy się dziesiątkiem różańca, a przed snem błogosławieństwa udzielił nam ks. Andrzej ze Złoczowa, który właściwie spędził wraz z nami cały ten dzień.

 

30-07-2010 piątek

Po modlitwie, rozgrzewce, śniadaniu i obowiązkowej kontroli czystości, spotkaliśmy się na świetlicy, gdzie brat Rafał wygłosił dla nas konferencję na temat modlitwy uwielbienia.  Na prowizorycznej scenie animatorzy przedstawili osoby, uwielbiające- rzeczy, osoby lub siebie. Prowadzący, odkrywając przed nami zdolności aktorskie, wcielił się w rolę pętającego te osoby diabła. Kiedy już zniewoleni odkryli swoje marne położenie zjawił się Jezus (w tej roli pan Wiesław) i uwolnił nieszczęśników, którzy już w pełnej wolności mogli uwielbiać kochającego Boga. Następnie podczas pracy w grupach powstały plakaty, kolaże i scenki ukazujące uwielbienie wobec Stwórcy. Zauważyliśmy, że dzieci później zawiesiły owe prace w swoich domkach, aby mogli je zobaczyć ci, którzy tam w przyszłości zamieszkają.

Po konferencji, obiedzie, odpoczynku i zabawach z piłką nadszedł czas na podsumowanie rekolekcji. Chcieliśmy się przekonać, ile wiadomości pozostało w dziecięcych główkach i serduszkach. Każda z czterech grup przybrała się w kolor czerwony, niebieski, zielony lub żółty i w nagrodę za udzielenie prawidłowej odpowiedzi otrzymywała możliwość „zatopienia statku”. Choć dzieci wykazały się naprawdę przyzwoitą wiedzą i pamięcią, zwyciężyła grupa żółta, która pod dowództwem brata Rafała zatopiła większość statków na planszy.

Pojechaliśmy następnie do Złoczowa, aby tam, wraz z parafianami uczestniczyć we Mszy świętej. Następnie ksiądz proboszcz wręczył ojcu Piotrowi piękny obraz ze Świętą Rodziną (z którego musieliśmy się tłumaczyć przy przekraczaniu granicy), zrobiliśmy jeszcze pamiątkowe zdjęcia. Ć Pożegnaliśmy się też w tym momencie z ojcem Piotrem i bratem Tomaszem, którzy musieli troszkę wcześniej wrócić na ojczyzny łono.

Już w samym ośrodku, po kolacji i wspólnej modlitwie, wręczyliśmy dzieciom nagrody za różne konkurencje i podarunki. Na koniec podziękowaliśmy słowem i podarunkiem naszym miejscowym animatorom- Mariczkom i Edkowi, dla pracy i zaangażowania których byliśmy naprawdę pełni podziwu i wdzięczności. Kiedy już wydawało się, że na koniec rekolekcji nic nie może nas zaskoczyć, przytrafiła nam się przygoda… Nie każdy wiedział, że drzwi od domku, gdzie trzymaliśmy materiały piśmiennicze, zatrzaskują się od zewnątrz, ale nie ma żadnej możliwości otworzyć ich od środka. Gdy okazało się, że nie możemy wyjść, zaczęliśmy krzyczeć wołając brata Rafała, który nie był wówczas z nami. Czuliśmy jednak, że wysiłek jest daremny, ponieważ pani kierownik właśnie w piątek zorganizowała koncert na zewnątrz, więc muzyka zagłuszała wszelkie inne dźwięki. Wówczas Edek wpadł na pomysł, aby wydostać się z domku oknem, a następnie otworzyć drzwi od zewnątrz. I to był błąd… Jednym pchnięciem chłopak wybił szybę i wyłamał kawałek ramy okiennej lekko się przy tym kalecząc. Okazało się, że okno było zabite gwoźdźmi, a już po chwili w drzwiach stanął brat Rafał, który zaczął nas szukać i znalazł uwięzionych z własnej winy. Poszliśmy obejrzeć szkody i zastanawialiśmy się właśnie, jak to wyjaśnić pani Irence, kiedy po chwili ona sama zjawiła się obok nas. Nie dostaliśmy bury, na szczęście stwierdziła, że „szkła jeszcze na Ukrainie nie brakuje”. Tak, Pan Bóg ponoć uwielbia niespodzianki J

Zielona noc! Nawet z nowymi pluszakami przy policzku dzieci nie poszły tym razem zbyt wcześnie spać. Coś tam nawet, choć w ilościach śladowych, zostało wymazane pastą, którą przewidujący animatorzy miejscowi wcześniej odebrali i wydzielali jedynie do celów higienicznych.

 

31-07-2010 sobota

Ostatni dzień lipca i zarazem ostatni dzień naszego wspólnego przebywania. Po pysznym grysiku na śniadanie (zapytajcie Broni), odśpiewaliśmy śliczne podziękowanie paniom kucharkom. Okazało się, iż jedna z nich ma polskie pochodzenie. Nie mogliśmy nie zrobić wspólnych zdjęć i nie podziękować za opiekę i wyrozumiałość pani Irence. Gdy jej odśpiewaliśmy „Niech Ci Pan błogosławi…” słuchała, mając na twarzy sfinksowy uśmiech. Stwierdziła, że nasza grupa wniosła przez te kilka dni dużo radości w obozowe życie. Nawet zaprosiła nas za rok!

Potem już, partiami, pan Wiesław odwoził dzieci i ich bagaże do Złoczowa. Na koniec spakowaliśmy się i my.  W Złoczowie wysiedliśmy podziękować księdzu proboszczowi za gościnę i zostaliśmy na plebanii zaproszeni na obiadek i kawusię. Tuż przed granicą ucieszyliśmy się, że nie ma kolejki. Radość nasza przedwczesną jednak była, ponieważ Polskę ujrzeliśmy dopiero po trzech godzinach. Uczyniliśmy jednak ten czas okazją do wspólnej modlitwy, ubogacających dyskusji i radosnych wspomnień. Nasza przewidująca Bronia zaopatrzyła się nawet na ten czas oczekiwania w ”Niecodziennik” ks. Twardowskiego i różne inne wesołe historyjki. Do Tuchowa dotarliśmy dopiero koło północy.

 

Magda i Iwona

Aby obejrzeć zdjęcia z rekolekcji w Złoczowie, kliknij tutaj.