Strona główna -> Formacja -> Konferencje -> Teksty -> Lubaszowa - październik 2002 -> O. Jan Ćwikowski CSsR - konferencja I

O. Jan Ćwikowski CSsR - konferencja I

 

Mam świadomość, że mówię do wspólnoty, która szuka bliskości Boga, która spotyka się z Bogiem. jakże mogłoby być inaczej, kiedy chcemy głosić Słowo, wyjeżdżać na misje. Bez kontaktu z Panem Bogiem, bez modlitwy byłoby to niemożliwe.

Nie tak dawno, konkretnie 3 października we wspomnienie św. Jana z Dukli w Godzinie czytań można było przeczytać o trzech elementach, które powinny charakteryzować głoszącego Słowo. Do mnie to tak bardzo przemówiło, co roku w sumie czytamy to czytanie, ale w tym roku jakoś tak szczególnie, może dlatego, że rozpoczynam swoją pracę czy naukę głoszenia Słowa Bożego w tirocinium. I tam, w tym czytaniu, pierwszym elementem tego głoszącego jest mądrość, to jest wiedza. Zdobywają ją szczególnie ci, którzy głoszą Słowo Boże. Mają oni być ludźmi mądrymi. Jest to bardzo istotna sprawa. Drugim elementem jest to, że głoszący powinien mieć dar wymowy, od tego dużo zależy, dlatego też powinniśmy to ćwiczyć, być w tym dobrzy, żeby faktycznie to serce ludzkie zapalić przez również ten nasz - czasami nieporadny - aparat mowy, przez to nasze ciało. A trzeci element - myślę najistotniejszy - stanowi prowadzenie takiego życia, które potwierdzać będzie głoszoną ustami naukę. Niegodną rzeczą byłoby głosić Słowo, nie dając świadectwa dobrego życia. I tak myślę próbujemy do tego dorastać. I właśnie w tym wszystkim ma nam pomóc modlitwa.

 

Drodzy, kiedy jedziemy drogą z Krakowa do Oświęcimia przez taką miejscowość Liszki to "mijamy ?" taką miejscowość Alwernię. I właśnie tam na niewielkim wzgórzu jest piękny kościół i klasztor ojców bernardynów. Są to synowie św. Franciszka, którego wspomnienie obchodziliśmy przedwczoraj. Nazwa Alwernia została do Polski przeniesiona z Włoch. Jest ona związana ściśle ze św. Franciszkiem. Alwernia we Włoszech to taki występ skalny, pustelnia, w której przebywał św. Franciszek. Myślę, że niektórzy znają tę historię. Św. Franciszek wybrał się tam na swoje rekolekcje. I w tej Alwerni odciął się - można powiedzieć - od wszystkich. Od współbraci, od innych ludzi. Poszedł na takie wyciszenie, na rekolekcje. I właśnie tam, w czasie odprawiania tych rekolekcji przychodził do niego raz na dobę jego współbrat, przynosił mu jedzenie, stawał na kładce w pewnej odległości i recytował jeden werset psalmu. Kiedy Franciszek odpowiadał na ten werset kolejnym wersetem to braciszek szedł, zanosił mu jedzenie, a potem wspólnie odmawiali jutrznię. Jeśli Franciszek milczał, to braciszek wracał do swojego klasztoru z jedzeniem. Otóż 14 września 1224 roku tam, w tej Alwernii dokonało się coś, co Franciszek nosił już przez całe swoje życie. Dokonało się to bliskie, bezpośrednie spotkanie z Bogiem i zostało ono naznaczone stygmatami, znakami na ciele. Pięć ran otrzymał św. Franciszek od swego Mistrza, który je otrzymał na Golgocie.

Mówię na początku o tym, ponieważ kiedy śledzimy życie mistyków, to widzimy, że w życiu tych mistyków była taka Alwernia, taka pustelnia. Niektórzy piszą swoje doświadczenia z pobytu w takiej pustelni. Św. Jan na wyspie Patmos pisze swoje przeżycia z takiej Alwerni i zostawia to w postaci Apokalipsy. Nasz Założyciel - św. Alfons - w grocie również doświadczył takiego spotkania. Św. Franciszek nie pisał niczego, ale zostało to wypisane na jego ciele stygmatami.

Drodzy, mówię o tej Alwerni dlatego, ponieważ sercem modlitwy jest bezpośrednie spotkanie z Bogiem. I to bezpośrednie spotkanie z Panem Bogiem może być tak wzniosłe, tak radosne oraz napełnione lękiem, jak o tym słyszeliśmy w Ewangelii o Przemienieniu Jezusa na górze Tabor. Ale również może to być doświadczenie bardzo bolesne tak, jak w życiu św. Franciszka, może to być naznaczone nawet znakami - stygmatami. W tym spotkaniu Pan Bóg może nas zranić.

Zatem jeśli chcemy wejść w tajemnicę modlitwy chrześcijańskiej, musimy pamiętać o takim myślę bardzo istotnym rozróżnieniu. Ta różnica jest bardzo ważna zwłaszcza dla teologów, księży. Otóż należy pamiętać, że czymś innym jest wiedza o Panu Bogu, a czymś innym jest wiara w Boga. Popatrzcie jak to często bywa, że łapiemy się w tę pułapkę studiując i czasem mówimy: Panie Boże, ja nie mam czasu na dłuższy pobyt w kaplicy, bo studia, bo nauka, bo to, bo tamto... Podobnie i w życiu ludzi świeckich. Często nie ma czasu na modlitwę, bo muszę zakupy zrobić, bo sprawy jakieś. Widzimy więc, że poczytać i dowiedzieć się o Panu Bogu to jeszcze nie wszystko.

Spotkanie z Panem Bogiem może być świadome lub mniej świadome, może napawać radością lub lękiem. Ale na pewno każde spotkanie z Panem Bogiem, na pewno modlitwa - nawet jeśli nie dokona się to bezpośrednie spotkanie - napawa nas jakąś pewnością. Pewność w naszym życiu jest bardzo ważna i potrzebna. Wczoraj w klasztorze rozmawialiśmy na temat boksu, czy to jest moralne czy nie i mówiliśmy też na temat pewności, że ten, który wychodzi na ring, on musi mieć pewność, że on zwycięży. Tak jak to powiedział ostatnio Saleta,: "jeśli wygram - a wygram...". Tak mnie to zastanowiło skąd on jest taki pewien. My w życiu też musimy mieć pewność, że to tak jest.

W życiu są trzy rodzaje pewności: pewność wynikająca najpierw z doświadczenia, pewność ukryta w logice ludzkiego rozumu; pewność wynikająca zawierzenia, że wierzymy temu człowiekowi, który nam coś mówi; i w końcu pewność wynikająca z naszego sumienia, pewność moralna, że to sumienie mi mówi, że coś jest złe a coś dobre, że coś jest prawdziwe a coś błędne. I to właśnie ta trzecia pewność kształtuje człowieka. On jest pewien i zaczyna to robić, bo ma tę pewność sumienia: tak mam robić. I w modlitwie również są takie trzy rodzaje pewności. Pewność, która wynika z doświadczenia - można spoglądać na piękno gór, jezior, morza, na piękną jesień i przez to doświadczenie my zdobywamy pewność, że Bóg istnieje, że się z Nim spotykam, że On przez doświadczenie tego piękna woła mnie, by oddać Mu chwałę. Ale też jest w modlitwie taka pewność jak zawierzenie drugiemu człowiekowi. Na przykład w mszale są modlitwy stworzone przez człowieka. I my zawierzamy, że one nas prowadzą do Pana Boga i łączą nas z Nim. Zawierzamy autorytetom. I w końcu jest też w modlitwie ta trzecia pewność - najważniejsza - która kształtuje człowieka. To jest właśnie ta pewność wynikająca z tego osobistego spotkania z Panem Bogiem. Tu dokonuje się dotknięcie rzeczywistości samego Boga. I to nie mieści się w takim doświadczeniu ziemskim, to dokonuje się w naszym sercu. To doświadczenie zaczyna nas kształtować - mam pewność. I to musi się dokonać w życiu każdego głoszącego Słowo - kleryka, księdza, osoby świeckiej.

Kiedyś ksiądz Twardowski był przesłuchiwany przez U-bowców i jeden z takich pracowników UB, który udawał, że coś na temat tej religii wie podjął z nim rozmowę i w czasie tej rozmowy zaczął pytać go i zarazem sugerować: proszę księdza to, co ksiądz mówi o Panu Bogu, to ksiądz mówi maluczkim, tym którzy tego nie rozumieją, bo ksiądz przecież rozumie, że Pana Boga to nie ma. I wtedy ksiądz Twardowski odpowiedział: jak to Pana Boga nie ma, jeszcze wczoraj z nim rozmawiałem.

Drodzy i żebyśmy nie mylili sobie, bo nie mówię tutaj o jakichś wizjach, o jakichś wyobraźniach, o jakimś widzeniu. To nie o to chodzi, to nie kwestia widzeń jakichś, prawda? Jak to ludzie mają czasem widzenia takie czy inne, to niekoniecznie jest spotkanie z Panem Bogiem. Chcę wam powiedzieć jak należy rozumieć to spotkanie. Otóż to jest tak, jak chłopak, który zakochał się w dziewczynie i znajduje się gdzieś na ulicy i nie wie, że ta dziewczyna, którą kocha jest też na tej ulicy. Tłum ludzi, ale on intuicyjnie wyczuwa, że ona gdzieś tutaj jest. I odnajdują się. Intuicja. To tak jak dziecko, które bawi się w piaskownicy, mama jest gdzieś tam obok i wydaje się matce, że to dziecko jej nie widzi, że ono nawet nie kontroluje że mama jest w pobliżu. Kiedy matka odchodzi - dziecko zaczyna płakać. Nie wiem, czy było tak w waszych rodzinach, że mama mówiła: jak jestem przy nim, nie widzi mnie, to nie płacze, odchodzę - zaczyna płakać. Skąd ono to wie, że mnie nie ma?

Drodzy, jeszcze może jedną taką myśl. Modlitwa zawsze jest niespodzianką. Modlitwa - to spotkanie z Panem Bogiem, ten kontakt, jest często dla człowieka zaskoczeniem. Pan Bóg działa przez zaskoczenie. I w tym kontakcie jest zarazem lęk, bo jest to rzeczywistość niewidzialna, jest uniesienie, ale zawsze jest jakieś poczucie szczęścia.

A co jest celem modlitwy? Bywa tak, że często na modlitwie przepraszamy, często prosimy. Tak naprawdę to celem modlitwy nie jest to, że my o coś poprosimy Pana Boga. powiedziałbym tak, trochę na bazie powiedzenia: kto z kim przystaje, takim zostaje. Gdy wiesz, że te sprawy, z którymi przyszedłeś do Pana Boga są drugorzędne, że prosisz o zdrowie, żeby dobrze ci poszło w nauce. Tak naprawdę celem modlitwy jest upodobnienie się do Boga. Droga do Boga każdego z nas jest inna. Czasami jest to długa droga i taka zwyczajna, tradycyjna - matka uczy ciebie przeżegnać się, wskazuje na krzyż. Ale pamiętajcie, że każda droga w naszym życiu może skończyć się tym, czym skończyła się w życiu św. Franciszka.