Strona główna -> Formacja -> Konferencje -> Teksty -> Lubaszowa - październik 2002 -> O. Jan Ćwikowski CSsR - homilia

O. Jan Ćwikowski CSsR- homilia

 

Przed południem byliśmy w Alwernii u św. Franciszka, udaliśmy się z nim na spotkanie osobiste, gdzie doświadczył bliskości Boga i ta bliskość została naznaczona stygmatami.

W tej chwili refleksji chciałbym zaproponować wam spotkanie z innym mężem modlitwy, o którym usłyszeliśmy w pierwszym czytaniu - z Elizeuszem. Spróbujmy wejść do jego Alwernii, spróbujmy popatrzeć na jego postawę. Otóż do Elizeusza przybywa sługa Naamana i prosi o uzdrowienie swojego Pana. I dokonuje się to uzdrowienie. I co Naaman czyni? W dowód wdzięczności chce złożyć swoje dary temu prorokowi. Jaką prorok przyjmuje postawę wobec tego daru, wobec tej wdzięczności? Elizeusz nie przyjmuje niczego, bo wie, że te dary przeszkadzałyby mu w skupieniu w jego Alwernii.

Siłę modlitwy można porównać do siły, jaka drzemie w drzewie. Otóż drzewo rośnie w dwóch kierunkach. Rośnie w ziemię, w której przez korzenie idą do niego różnego rodzaju bogactwa. Drzewo rośnie również w kierunku słońca, które je ogrzewa. W drzewie są więc dwa bieguny, które bardzo mocno dochodzą w nim do głosu. I tak samo jest z nami. Jesteśmy wrośnięci w doczesność, ale potrzebujemy tej doczesności tylko tyle, ile jest nam jej rzeczywiście konieczne. Tak samo jesteśmy ukierunkowani ku górze, ku Bogu. Jeden i drugi element musi być wyważony. Jeśli zabraknie któregoś z tych elementów, dzieje się bardzo źle.

Drodzy, gdy Naaman ofiarowuje prorokowi te dary, to prorok wie, że one nie są mu potrzebne. My tutaj na ziemi jesteśmy nastawieni na gromadzenie wielu dóbr. Tyle czasu zajmuje nam to gromadzenie, że często nie mamy czasu na to, co w górze. Ilu ludzi tak postępuję, są tak mocno zakorzenieni w tej tylko ziemskiej rzeczywistości, że nie rozumieją spraw o wiele ważniejszych.

W modlitwie jest bardzo ważne skupienie. W modlitwie porannej istotną sprawą jest odnalezienie siebie przed Bogiem, poczucie Jego bliskości, postawienie się w Jego obecności. Od kilku minut modlitwy skoncentrowanej na Bogu może zależeć cały dzień. Chodzi o uchwycenie Pana Boga. To odnalezienie siebie można przedstawić na przykładzie zwierzątka. Pewnie widzieliście jak się kot budzi - to co robi? On się przeciąga. I to przeciągnięcie się jest odnalezieniem siebie i on za chwilę już jest dysponowany, że tak powiem - w akcji, on wie co się dzieje, kim jest, że jest kotem. To jest podobnie w naszym życiu - te pierwsze chwile po przebudzeniu powinny być chwilami odnalezienia siebie. A to można dokonać w jaki sposób? Poprzez na przykład. krótką gimnastykę. I w ten sposób możemy podziękować, że na przykład. ruszam ręką. Spróbuj - kiedy wstajesz, może nie potrafisz inaczej się modlić spróbuj w ten sposób. Czasem, gdy nie wstajemy nawet do godziny jedenastej - to są chwile stracone. Tak więc odnalezienie siebie, to jest pierwszy element w kontakcie z Panem Bogiem. W różnych technikach Wschodu, w technikach modlitwy i medytacji to jest bardzo ważne.

Drugim elementem jest umiejętność świadomego zamykania bram uszu i oczu i otwieranie ich na Boga. Czasem w kaplicy seminaryjnej patrzyłem, że otwierają się drzwi i wiele głów się tam zwraca, to znowu skrzypnęło krzesło - wszyscy patrzą co się dzieje. Wielu z nas nie potrafi zamknąć naszych uszu na rzeczywistość, która nas otacza. Ideałem skupienia wśród mnichów w starożytności było to, żeby nie czuć, gdy żmija nawija się na nogę. My takiego ideału nigdy nie osiągniemy, ale możemy zdobyć umiejętność pewnego wyłączenia się z tego, co mnie otacza. Czasem człowiek zaczyna dzień od włączenia telewizora, radia; radio się włączy, obudzi ciebie i stajesz się od początku dnia otwarty na to co staje się jakimś takim rynkiem, masa informacji, muzyki.

Nasze skupienie, to otwarcie się na Pana Boga, uświadomienie sobie, że On jest. Potrzebujemy się wyciszyć, uczynić sobie chwilę medytacji. Można by to porównać do czegoś takiego, że jesteś zmęczony w upalny dzień, słońce doskwiera niesamowicie i idziesz i zanurzasz twarz w wodzie, oblewasz się letnią wodą, co czujesz? Takie rozluźnienie. Na modlitwie, na skupieniu trzeba być rozluźnionym. Nie myśl sobie: o Boże jeszcze trochę wytrzymam - to nie ma sensu. W szkołach medytacji na Wschodzie to jest tak, że między uczniów próbujących się skupić wchodzi mistrz z pałką bambusową i jeżeli widzi, że któryś próbuje tak na siłę się skupić, tak nienaturalnie, to dotyka nią pleców, aby uczeń się rozluźnił. W czasie modlitwy ma odpocząć nasz system nerwowy. Często jest tak, że w domu wystarczy jedno słowo żony do ciebie i ty wybuchasz. Innym błędem jest taki, jaki obserwujemy w szkołach Wschodu, że podaje się uczniom jeden tylko wyraz pod medytację i oni muszą tylko o nim myśleć, o niczym innym. Tylko te słowo ma wchodzić w ich umysł. Ale to jest bez sensu. W medytacji chrześcijanina ma miejsce rozmowa z Panem Bogiem o tej rzeczywistości, która cię otacza, o tym, czego doświadczasz, co sprawia, że cierpisz. Nie odsuwaj tego, a przeciwnie - czyń to wszystko przedmiotem swojej modlitwy.