Bolesne rachunki

Dziesiątego lutego minęła 70. rocznica pierwszej masowej deportacji ludności polskiej w głąb Związku Radzieckiego. Dotknęła ona okło 220 tys. osób, głównie urzędników państwowych i samorządowych oraz osadnicy wojskowych z rodzinami. Potomkowie tych osób, jak również deportowanych poźniej, stanowią dzisiaj znaczną część katolików zamieszkujących bezkresne tereny Rosji i Kazachstanu.

Ilu obywateli Rzeczypospolitej Polskiej wywieziono na Sybir w okresie od września 1939 r. do czasów PRL? Ilu z nich straciło tam życie? Jest rzeczą oczywistą, że dokładnych danych nigdy już nie poznamy. Trudno, aby było inaczej, skoro nie wiemy nawet, ilu obywateli RP straciło życie w czasie wojny.

 
Podawana przez całe lata liczba 6 milionów jest ostatnio kwestionowana. W wydanej przez IPN książce "Polska 1939-1945. Straty osobowe i ofiary represji pod dwiema okupacjami" podaje się, że z rąk samych tylko Niemców zginęło od 5 mln 470 tys. do 5 mln 670 tys. obywateli RP. Liczba zamordowanych przez Sowietów pozostaje nadal nieznana. Nie ma wątpliwości, że należy do nich zaliczyć nie tylko ofiary rozstrzeliwań, np. zbrodni katyńskiej czy zbiorowych zabójstw popełnionych na polskich więźniach politycznych, gdy Niemcy uderzyły w czerwcu 1941 r. na Związek Sowiecki, ale również tych, którzy zmarli z powodu nieludzkich warunków, jakie "stworzono" im w łagrach czy na zesłaniu.
Pierwszy po wojnie spis powszechny w Polsce z 14 lutego 1946 r. ustalił liczbę mieszkańców kraju na 23 mln 930 tysięcy. Dane statystyczne za rok 1938 podawały 34 mln 849 tysięcy obywateli RP. Przedwojenne prognozy dla Polski na rok 1947 zakładały 38 mln 300 tysięcy osób, a na rok 1951 ok. 40 mln, czego wciąż nie osiągnęliśmy i nie wiadomo, czy w ogóle dojdziemy. Oto prawdziwa skala polskich strat wojennych!
Nie wiemy, ilu Polaków straciło życie na Ziemiach Utraconych, pod okupacją sowiecką, ilu poniosło śmierć w znienawidzonym mundurze sowieckim, po przymusowej "paszportyzacji" i wcieleniu do Armii Czerwonej, ilu Sowieci doprowadzili do śmierci na skutek uwięzienia, pracy w nieludzkich warunkach, deportowania.
 
Indeks represjonowanych
Straty polskie pod okupacją sowiecką bada od wielu lat Ośrodek Karta publikujący "Indeks represjonowanych" - wielotomowe dzieło, w którym zawarto nie tylko listę katyńską, lecz także wszystkie zidentyfikowane do dziś miejsca cierpienia i śmierci Polaków, rozrzucone po utraconych Kresach Rzeczypospolitej i na "nieludzkiej ziemi".
Najwięcej problemów sprawia oszacowanie liczby obywateli RP deportowanych w głąb Związku Sowieckiego - zarówno w latach 1940-1941, jak i po wojnie. Przez długi czas przy określaniu skali deportacji opierano się na meldunkach otrzymywanych przez agendy rządu RP na uchodźstwie. Wynikało z nich, że liczba obywateli II RP deportowanych bądź represjonowanych w inny sposób przez Związek Sowiecki zbliżona była do liczby obywateli polskich wypędzonych ze swoich domów przez Niemców (ponad 2 mln 800 tysięcy osób): Polacy z Kresów zajętych przez Sowiety w roku 1939 - 1 mln 114 tys., polscy "bieżeńcy" na wschód, zagarnięci przez Sowiety - 336 tys., indywidualnie aresztowani i deportowani - 250 tys., wcieleni do Armii Czerwonej - 210 tys., jeńcy polscy z roku 1939 - 181 tys., robotnicy przymusowi w sowieckich łagrach - 140 tys., deportowani w 1944 i 1945 r. (głównie żołnierze AK) - 50 tys., internowani na Litwie i Łotwie, przejęci przez Sowiety - 12 tys., polscy górnicy do pracy przymusowej w Sowietach z roku 1945 - 10 tysięcy. Tak przedstawiał to m.in. w Encyklopedii "Białych Plam" nieodżałowany dr Andrzej Szcześniak.
W roku 2002 warszawski Ośrodek Karta oraz IPN wydali książkę "Represje sowieckie wobec Polaków i obywateli polskich", w której na podstawie dostępnych, niepełnych archiwaliów sowieckich drastycznie zredukowały te szacunki do 320 tysięcy deportowanych. Spowodowało to gwałtowne protesty deportowanych.
 
Głos Stanisława Rymaszewskiego
Najgłośniejszym wyrazem tego sprzeciwu była książka sybiraka, pisarza, dr. Stanisława Rymaszewskiego "W obronie zaginionych krzyży. Protest sybiraka" (Gdańsk 2006, drugie wydanie pod tytułem "W obronie zaginionych syberyjskich krzyży. Zeznania lesoruba z procesu, jakiego nie było i nie będzie", Gdańsk 2008). Autor uważa, że dane archiwalne, do których się odwołuje Karta, są szczątkowe i niewiarygodne: "Na podstawie 'bazy źródłowej' sowieckiego archiwum, przyjętej dla weryfikacji liczby polskich zesłańców, z przykrością stwierdzam, że dane zawarte w raporcie 'Represje sowieckie wobec Polaków i obywateli polskich', stanowią zakłamanie jednego z większych rozdziałów historii martyrologii narodu polskiego; martyrologii polskiej ludności kresowej z zesłań w latach 1940-1941 do ZSRS. W sytuacji, kiedy brak danych uniemożliwia uściślenie prawdy, to niech w historii pozostanie ta dostępna prawda, która została ustalona przez ofiary 'na żywo' - w przedziale wielkości, a nie precyzyjnie udokumentowane kłamstwo oprawcy".
W najnowszym niepublikowanym jeszcze artykule "Lesoruba. Wyrąbanie prawdy" Stanisław Rymaszewski pisze: "Historia zesłań (deportacji) polskiej ludności kresowej w głąb Rosji w latach 1940-1941, stale utajniana i zakłamywana - ostatnio w pomniejszaniu skali barbarzyństwa - coraz bardziej odbiega od prawdy (...). W rezultacie celowej, wieloletniej dezinformacji powstał niespotykany chaos w szacunkach liczebności deportowanych. Skala rozbieżności urosła od 1 mln 700 tysięcy do 320 tysięcy i ta ostatnia zweryfikowana liczba miała zamknąć 'niepoważne licytacje'. Weryfikacji tej dokonał zespół polskich historyków w oparciu o badania historyka rosyjskiego (...). Rosja otworzyła posowieckie archiwa i nie było zaskoczenia w tym, że nie wszystkie i że z tych otwartych wymieciono, co trzeba, wcześniej. Pozostawione archiwalne śmiecie szumnie nazwano 'naukowymi archiwaliami rosyjskimi', w miejsce dokumentacji właściwej - spisów eszelonowych - która zachowała się szczątkowo. Nadal więc źródeł danych o deportowanych brak, choć archiwa są otwarte".
 
"Trojki" nie liczyły ludzi
"Podjąłem się prześledzenia trudno wymiernej części historii, do której los mnie rzucił w czasie wojny, mając pewne doświadczenie w pracy badawczej i materiał źródłowy" - pisze dalej Stanisław Rymaszewski i odwołuje się do Normana Daviesa, który "wyodrębnia dział historii kliometria, zajmujący się badaniami nad ilościowymi ocenami wydarzeń. Dział ten zawdzięcza swoją pozycję komputerom; szerszemu stosowaniu metod statystyczno-matematycznych, algorytmów, rachunku prawdopodobieństwa itp. Stosując takie metody (...), dochodzę prawdy wobec braku adekwatnych źródeł".
Stanisław Rymaszewski odrzuca argument IPN, że "liczba 320 tysięcy nie pochodzi wyłącznie z danych wojsk konwojowych, ale także ze szczegółowych raportów rejonowych 'trojek' przeprowadzających deportacje". Wyjaśnia, że "te niby 'trojki' w latach 1940-41 stanowiły 5, 6-osobowe zespoły krasnoarmiejców, z udziałem 'przedstawicieli ludu', których rola sprowadzała się do sprawnego wyrzucania skazanych z ich domów, ściśle według instrukcji komisarza do spraw bezpieczeństwa płk. Iwana Sierowa, w której ani słowa o obowiązku raportowania. Ci 'przedstawiciele ludu' dobierani byli z biedoty i miernoty, w większości niegramotni, ale żądni zemsty na 'ciemiężycielach'. Rola ich w czasie akcji sprowadzała się do trzymania fonarów naftowych dla oświetlenia pola działania krasnoarmiejców i jednoczesnego inwentaryzowania tego, co niebawem stanie się ich łupem, na podstawie przywileju pierwszeństwa do grabieży".
"Manipulowanie historią polskich zesłańców jest oczywiste" - uważa Stanisław Rymaszewski. "Archiwalia wartości czwartorzędnej, operacyjne meldunki wojsk konwojowych uznał Gurjanow za statystycznie niepodważalne w zredukowaniu liczebności deportowanych do poziomu 25%-30% wcześniejszych szacunków. Odtworzenie 'zaginionych' spisów eszelonowych z czterech masowych akcji (w każdej ponad 100 eszelonów, ze składem co najmniej 60 wagonów wypełnionych zesłańcami) na podstawie niewyobrażalnej masy meldunków operacyjnych, praktycznie nie jest wykonalne. Zastępcze 'spisy eszelonowe' to 'dokumentacja' dla naiwnych. Przekreślona została wiarygodność wszystkich innych szacunków, krajowych i emigracyjnych, które uznano za materiał kompletnie bezwartościowy".
 
"Ostatnie słowo lesoruba"
Stanisław Rymaszewski pisze na koniec: "W 'ostatnim słowie lesoruba' pozwolę sobie przytoczyć uproszczony bilans życia i śmierci deportowanych. Deportowano około 1 mln 100 tys. Polaków (100%). Przeżyło około 380 tys. (35%). Zmarło około 660 tys. (60%, średnia roczna śmiertelność - 8,9%). Zaginęło około 60 tys. (5%) (...). Jeśli historycy odpowiedzą: podtrzymujemy ekspertyzę, bo przytoczone liczby nie są przekonujące, polecam 'Inny świat' Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, który będąc więźniem obozu pracy Jercewo, dobrze poznał prace w tzw. spiecposiołkach.
Pisze on: 'Praca w lesie należała do najcięższych głównie na skutek warunków, w jakich się odbywała. Odległość z lesopowału do obozu wynosiła średnio około sześciu kilometrów w jedną stronę, więźniowie pracowali cały dzień pod gołym niebem, po pas zanurzeni w śniegu, przemoczeni do nitki, głodni i nieludzko zmęczeni. Nie spotkałem w obozie więźniów, którzy by pracowali w lesie dłużej niż dwa lata. Na ogół już po roku odchodzili na nieuleczalną wadę serca do brygad zatrudnionych przy nieco lżejszej pracy, a stamtąd na śmiertelną emeryturę do trupiarni (...). Wyławiano zawsze ludzi najmłodszych i najsilniejszych, aby ich - jak to się mówiło w obozie - przepuścić przez las'.
Selekcja do lesozagatowki (za karę) równała się Kołymie, czyli była wyrokiem śmierci. My, sybiracy, w większości przepuszczani przez las (autor w tajdze archangielskiej) w 6-letniej katordze, doświadczaliśmy tego na własnej skórze. Doświadczenia nasze to głód i trupiarnie z dziećmi (...), dramat wprost nie do opisania. Ponury barak, płacz dzieci, jęki konających, lament po zmarłych i salwy rozpaczy głodzonych. Wszystko to na dechach zapluskwionych prycz i w fetorze zabójczego brudu (...). Jeśli to wszystko, razem wzięte, jest nieprzekonujące i 'nie wytrzymuje krytyki', to poskramiany sybirak pyta: Jak dojść do historycznej prawdy?".
 
Najważniejsza jest pamięć
Argumenty Stanisława Rymaszewskiego, wbrew pesymistycznym, pełnym goryczy wnioskom autora, zaczynają jednak trafiać do świadomości polskich historyków. Wspomniane na wstępie opracowanie IPN, poświęcone stratom polskim podczas II wojny światowej, poprzedzone jest słowem dr. hab. Janusza Kurtyki, prezesa IPN, który zauważa, że choć projekt "Indeks represjonowanych" doprowadził do ustalenia liczby około 320 tysięcy deportowanych w latach 1940-1941 z Kresów Wschodnich, to "nadal liczba ta jest podważana przez część historyków, piszących o 700 tysiącach - milionie deportowanych". Jak długo dostrzega się problem badawczy, tak długo jest szansa na nowe podejście do jego rozwiązania.
Ilu więc obywateli Rzeczypospolitej Polskiej wywieziono na Sybir lub do Kazachstanu czy Uzbekistanu w czasie wojny? Ilu przepadło tam na zawsze? Czy tylko 320 tysięcy? W wydanej w Londynie na początku lat 90. pracy Juliana Siedleckiego "Losy Polaków w ZSSR w latach 1939-1986" zastosowano szerokie przedziały liczby deportowanych, podkreślając w ten sposób brak kompletnych danych, których prawdopodobnie już nigdy nie uzyskamy. Liczbę deportowanych Polaków w latach 1939-1946 ustalono w przedziale od minimum 555 tysięcy do 1 mln 450 tysięcy. Wydaje się, że w takim przedziale należy się poruszać, starając się uściślić to, co jeszcze się da.
Jedno przynajmniej jest pewne: liczba obywateli polskich, deportowanych przez władze Związku Sowieckiego tylko w okresie wojny i tuż po niej, przekracza kilkakrotnie liczbę Polaków zsyłanych do Rosji na przestrzeni kilku wieków - od czasów konfederacji barskiej do wybuchu I wojny światowej (konfederacja, Powstanie Kościuszkowskie, okres napoleoński, Powstanie Listopadowe, Powstanie Styczniowe, konspiracja niepodległościowa początku XX w.)! To daje wyobrażenie o charakterze antypolskiej akcji sowieckiej i o okrucieństwie sowieckiego systemu w ogóle.
Nie czekając na odpowiedź na trudne pytania, trzeba nieustannie ożywiać pamięć o losie zesłanych rodaków, nie tylko przy okazji rocznicy pamiętnego 10 lutego.
 
  • I deportacja - 10 lutego 1940 r. - 220 tys. osób (urzędnicy państwowi i samorządowi, osadnicy wojskowi z rodzinami)
  • II deportacja - 13 kwietnia 1940 r. - 320 tys. (rodziny oficerów z obozów specjalnych w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, leśnicy, gajowi, oficjaliści dworscy)
  • III deportacja - czerwiec-lipiec 1940 r. - ok. 240 tys. (w większości tzw. bieżeńcy, czyli uchodźcy wojenni z zachodnich i centralnych województw RP)
  • IV deportacja - czerwiec 1941 r. - ok. 300 tys. (pozostali bieżeńcy, inteligencja zawodowa, kolejarze, rzemieślnicy)
 
Piotr Szubarczyk, Nasz Dziennik, Środa, 10 lutego 2010, Nr 34 (3660)

 

Na zsyłkę, katorgę i za chlebem

Do Rosji i innych byłych republik radzieckich Polacy trafiali też dobrowolnie, w poszukiwaniu pracy, ale w zdecydowanej większości przybywali tam pod przymusem, zsyłani za karę jako „polscy buntownicy”. Ich potomkowie żyją do dziś na Syberii, w różnych rosyjskich miastach i w Kazachstanie
Obrazy Grottgera, Malczewskiego, Pruszkowskiego: długie kolumny mężczyzn konwojowanych przez rosyjskich żołnierzy mijają słup graniczny – rosyjski lub ten oddzielający europejską część Rosji od azjatyckiej. Tak widzimy polską drogę na Sybir, rozpoczętą w 1767 r., ponad 240 lat temu. Za pierwszych zesłańców uznaje się biskupa krakowskiego Kajetana Sołtyka, biskupa kijowskiego Józefa Andrzeja Załuskiego, hetmana polnego koronnego Wacława Rzewuskiego i jego syna Seweryna Rzewuskiego – senatorów, którzy zostali uwięzieni na polecenie wszechwładnego posła rosyjskiego w Polsce Nikołaja Repnina i na pięć lat zamknięci w Kałudze.
Kara za powstania
Po raz pierwszy masowe zsyłki na Sybir nastąpiły po upadku konfederacji barskiej. W 1776 r. król Stanisław August Poniatowski szacował straty poniesione w konfederacji na 60 tysięcy ludzi; Repnin oceniał, że w głąb Rosji zesłano ponad 14 tysięcy konfederatów. Rosjanie utworzyli obozy przejściowe na warszawskiej Pradze i w ukraińskim Połonnem, skąd transportowano ich etapami do Kazania i Tobolska. Ich losy były rozmaite – wielu żyło na Syberii aż do śmierci, inni usiłowali uciekać, jak słynny między innymi dzięki Juliuszowi Słowackiemu Maurycy Beniowski, zesłany do Kazania, a potem Bolszerecka na Kamczatce, gdzie zorganizował spisek, opanował miasto i porwał statek, uciekając z Rosji.
Druga fala zesłań miała miejsce po powstaniu listopadowym (około 30 tys. osób). Piotr Wysocki, który 29 listopada 1830 r. poderwał do powstania podchorążych, skazany został w 1831 i 1833 r. przez rosyjski sąd na śmierć, ale ukaz carski zamienił wyrok na 20 lat ciężkich robót na Syberii. Trafił najpierw do wsi Aleksandrowsk pod Irkuckiem, a po próbie ucieczki – do kopalni miedzi w Nerczyńsku, gdzie pracował przykuty do taczki. Wrócił z zesłania w 1857 r.
Trzecia wielka fala zesłań nastąpiła po powstaniu styczniowym. Różne szacunki mówią nawet o około 250 tysiącach zesłanych. Jednym z nich był Rafał Kalinowski dowodzący powstaniem na Litwie, aresztowany przez Rosjan w marcu 1864 r. i skazany na karę śmierci. Zamieniono ją później na dziesięć lat katorgi w Nerczyńsku, Usole i Irkucku. Wrócił w 1874 r. i wstąpił do zakonu karmelitów bosych; został kanonizowany w 1991 r.
Zesłania stosowano często. Jednym z zesłańców był Józef Piłsudski, w 1887 r. skazany (pod zarzutem udziału w spisku na życie cara organizowanego przez Narodną Wolę) na pięć lat pobytu na Syberii. Trafił do Irkucka, Kireńska i Tunki. Wrócił w 1892 r.
Syberia nie taka groźna?
Współczesnym zesłanie kojarzy się głównie z katorgą, bardzo ciężką pracą fizyczną, nierzadko ponad siły. Ale dla wielu Polaków zsyłka oznaczała po prostu nakaz zamieszkania w określonej miejscowości lub też zakaz wyjazdu poza określony teren. Jak opisywała prof. Wiktoria Śliwowska z Instytutu Historii PAN, „zesłanie miało odizolować polskich buntowników od reszty społeczeństwa i uniemożliwić im oddziaływanie na innych Polaków, a nie eksterminację fizyczną przez wyniszczenie głodem i nieludzkimi warunkami egzystencji”. Jak podkreśla, wiele zależało od miejscowych urzędników – jeśli „znalazł się człowiek przyzwoity”, to „zesłańcy leczyli, uczyli, pracowali w urzędach”.
Nie można się też dziwić, że wielu Polaków osiedlało się na Syberii całkiem dobrowolnie. Premier Piotr Stołypin (szef rosyjskiego rządu w latach 1906 – 1911) oferował rozmaite ulgi i przywileje tym, którzy zechcą się osiedlić na rosyjskim Dalekim Wschodzie. Mając do wyboru Amerykę i Syberię, nasi rodacy często wybierali tę ostatnią – przede wszystkim ze względu na niższe koszty podróży i łatwiejszy kontakt z rodzinnymi ziemiami. Ogólna liczba emigrantów z Królestwa Polskiego w głąb Rosji – robotników, rzemieślników i inteligencji – około 1910 r. wynosiła 400 – 600 tysięcy osób.
Najbardziej znaną „polską” wioską na Syberii jest Wierszyna w obwodzie irkuckim. Około 1910 r. osiedlili się tu emigranci z Małopolski i Zagłębia Dąbrowskiego. Obecnie w Wierszynie oraz okolicznych wioskach Dundaj, Chonzoj i Natasza mieszka około 120 osób. W samej Wierszynie jest szkoła prowadząca zajęcia w języku polskim oraz drewniany kościółek.
Wcześniej, w 1898 r., powstał w guberni tomskiej syberyjski Białystok, założony przez Polaków z Białostocczyzny i Wileńszczyzny. W miejscowej szkole też nauczany jest język polski, a od 1998 roku na nowo funkcjonuje tu kościół katolicki. Podobnych wiosek było więcej, ale wiele z nich uległo likwidacji za czasów ZSRR.
Na nieludzkiej ziemi
W nowo powstałym Związku Radzieckim Polaków można było znaleźć właściwie wszędzie – od Leningradu przez Moskwę, Mińsk i nadgraniczne obszary Białorusi, Ukrainę (zwłaszcza okolice Żytomierza i Winnicy) aż po Syberię.
W 1936 r. trafili do Kazachstanu. Był to przede wszystkim efekt likwidacji polskiego rejonu autonomicznego w Marchlewsku (dawniej i obecnie Dowbysz), ale naszych rodaków (według różnych danych do 70 tys. osób) deportowano z szerokiego pasa nad granicą ukraińsko-polską (i w mniejszym stopniu białorusko-polską). I to ich potomkowie stanowią dzisiejszą kazachską Polonię.
Kolejna fala wywózek zaczęła się po zajęciu przez ZSRR wschodnich terenów Polski (wrzesień 1939 r.). Pierwsza masowa deportacja miała miejsce 10 lutego 1940 r., kolejne – w kwietniu i czerwcu 1940 r. oraz czerwcu 1941 r.
Ile osób łącznie przesiedlono – nie wiadomo, bo szacunki wahają się od 320 tysięcy do 1,7 miliona. Polacy trafiali na Syberię i do Kazachstanu, tyle że, w odróżnieniu od przesiedleń z końca lat 30., większość tych, którzy przeżyli nieludzkie warunki życia w dalekiej Azji, na nieludzkiej ziemi, wróciła po zakończeniu II wojny światowej do Polski.
Dzisiaj liczebność Polaków w Rosji według spisu z 2002 r. to 102 tys. osób, nieoficjalnie szacuje się ją nawet na 300 tysięcy. W Kazachstanie mieszka 60 – 100 tysięcy Polaków, w Uzbekistanie 5 tysięcy, nieco mniej w Tadżykistanie i Kirgistanie. Przez około 180 lat stale ich przybywało. Od ponad 60 lat – ubywa.
Piotr Kościński, Rzeczpospolita 30-06-2009.